poniedziałek, 2 czerwca 2014

Yosemite

27 maja (wtorek)

Wczoraj prawie 50 stopni w Death Valley, dzisiaj ośnieżone szczyty i zamarznięte jeziora w Parku Narodowym Yosemite (wbrew pozorom, czyta się to 'Josemiti', hm]. Park położony jest na zachodnich zboczach gór Sierra Nevada. Jest najbardziej znany z granitowych urwiskwodospadów, łąk, czystych potoków i występujących tutaj sekwoi olbrzymich. Yosemite jest jednym z najstarszych i największych parków narodowych w USA.

Spędziliśmy w tych okolicach w sumie dwa i pół dnia. Wypatrywaliśmy niedźwiedzi, bo ponoć tutaj są. Przydrożne potoki aż się proszą o kadr z niedźwiedziem polującym na łososie - niestety żadnego nie spotkaliśmy. Natknęliśmy się za to na kilka innych stworzonek, w tym oczywiście masę wszechobecnych wiewiórek i masę pięknych widoków.

piątek, 30 maja 2014

Death Valley

26 maja (poniedziałek)

Jesteśmy z powrotem w Kalifornii, zaraz przy granicy z Nevadą, wciąż na pustyni. Jedziemy do Death Valley, czyli Doliny Śmierci. Nic tutaj nie żyje i nie ma prawa żyć, bo nie ma wody i jest okrutnie gorąco. Dawno temu pewien wędrowiec znalazł na dnie doliny małe jeziorko. Uradowany chciał napoić swojego konia. Musiał być piekielnie sfrustrowany kiedy okazało się, że woda jest słona. Wędrowiec nazwał to miejsce Badwater, czyli Zła Woda i nazwa ta się przyjęła. Badwater stanowi największą depresję w Ameryce Północnej, położone jest 85,5 metra poniżej poziomu morza.  Dolina śmierci jest najbardziej suchym miejscem Ameryki i jednym z najgorętszych miejsc na Ziemi. W 1913 roku zanotowano tutaj światowy rekord temperatury powietrza: 56,7 °C. W dzień, w którym odwiedziliśmy dolinę licznik pokazywał 49°C  (okolice godziny 18.00!). Wysiadanie z samochodu z klimatyzacją w takich warunkach przypomina otwierania nagrzanego piekarnika.


Vegas, babe!

Las Vegas jest absurdalne. Głównie w sposób, którego można się spodziewać – tłumy ludzi, kasyna, dzikie ilości automatów do gry, kelnerki tańczące na barze, na ulicy poprzebierani (lub porozbierani) ludzie pozujący do zdjęć. A z nieco bardziej zaskakującej strony: duża część tłumu jest mocno punkowa, zakolczykowana i wytatuowana, a duża część osób zbierających kasę na ulicy to bezdomni z kartonowymi tabliczkami. Co jakiś czas można spotkać jakiś wieczór panieński albo kawalerski, ludzie chodzą po ulicy z piwem w ręce, a najczęściej z wielkim plastikowym pojemnikiem drinkowym z rurką. Oczywiście wszystko świeci i mryga. Miasto budzi się do życia o zmierzchu, po części pewnie dlatego, że jest położone w środku pustyni i w dzień nie idzie wytrzymać spacerując po mieście. Nie spacerowaliśmy więc, tylko pojechaliśmy zobaczyć zbudowaną w latach 30.  wielką tamę Hoovera.

niedziela, 25 maja 2014

Czerwona kraina, czyli Kanion Antylop i Zion

24 maja (sobota)

Chyba nam się mózgi przegrzeją od nadmiaru wrażeń. Codziennie jesteśmy w innym miejscu i widzimy coś nowego. Przydałoby się więcej czasu na trawienie doświadczeń. Ale cóż, koncepcja tego wyjazdu jest taka, żeby zobaczyć dużo w krótkim czasie : )

Wczoraj byliśmy w sumie w trzech stanach. Ruszyliśmy z Arizony, z Flagstaff do Kanionu Antylop na północy stanu. Początek naszej wizyty był trudny. Właśnie zaczął się długi weekend (wolny Memorial Day w poniedziałek), odpowiednik naszej majówki. Tłumy ludzi i chaos organizacyjny (czekanie pół godziny w kolejce po jakiekolwiek informacje plus fakt, że cena biletu jest 6 razy wyższa niż myśleliśmy) sprawiają, że strzelamy focha i wychodzimy zirytowani, mimo że jechaliśmy tutaj kawał drogi. Za rogiem znaleźliśmy jednak inną firmę, mniej popularną (uff) i tańszą. Ostatecznie więc poszliśmy i nie żałujemy :)


piątek, 23 maja 2014

Grand Canyon

22-23.05 (czwartek, piątek)

Jeśli myśleliście (tak jak my wcześniej), że Wielki Kanion znajduje się on w stanie Colorado, to niestety zmyłka. Wielki Kanion należy do Arizony, a nazywa się go Kanionem Colorado, ponieważ przepływa przez niego rzeka Colorado. Zaczęła ona płynąć na tym terenie jakieś 17 milionów lat temu, powoli drążąc sobie ścieżki. W tym kontekście czasowym dzieje ludzkości są ledwie ułamkiem sekundy, nie mówiąc już o żywocie jednego pokolenia. To jedno z tych miejsc, gdzie bardzo dobitnie można odczuć potęgę natury.

Rzeka zaczęła żłobić ziemię warstwa po warstwie, odsłaniając skały sprzed 2 bilionów lat (!). To jest ta kategoria liczb, której mój umysł już praktycznie nie ogarnia. Obecnie kanion ma 446 km długości i do 29 km szerokości, a w najgłębszym miejscu ponad milę (1,8 km) głębokości.

Co dodatkowo dziwne i niespotykane: to jest kanion, a więc te ogromne góry, urwiska i ściany skalne zaczynasz oglądać z góry, ponieważ znajdują się tak naprawdę w wieeelkiej dziurze w ziemi.

Wielki Kanion jest .. naprawdę wielki, ogromny. I piękny – robi niesamowite wrażenie, chociaż zdjęcia nie oddają tego w pełni.

czwartek, 22 maja 2014

Post długi jak Route 66

20-21.05 (wtorek, środa)


Pomiędzy Los Angeles a Wielkim Kanionem, który jest naszym kolejnym przystankiem, jedziemy przez dwa dni po Route 66. Nazywana też ‘Główną ulicą USA’ i ‘Drogą-Matką’, prowadzi praktycznie na poprzek kontynentu (z Chicago na wybrzeże w Santa Monica). Ma bardzo bogatą historię (dla zainteresowanych:), ale okres jej świetności przypadł na lata 50 i 60 zeszłego wieku. Wtedy wycieczki nią były jedną z popularnych amerykańskich rozrywek. Powstała więc masa przydrożnych moteli, stacji benzynowych, restauracji i jadłodajni. Jednak w latach 80, przy rozbudowie sieci nowoczesnych autostrad, większość Route 66 została odcięta od głównego ruchu. Motele upadły, a miasta wyludniły się. I właśnie taka droga jest teraz atrakcją – nostalgiczną wycieczką do czasów, kiedy kraj kwitł, a ludziom żyło się dostatniej.


poniedziałek, 19 maja 2014

Lindy w Los Angeles i Hollywood

No i znaleźliśmy się we właściwym miejscu, we właściwym czasie. 
W Los Angeles naszym hostem jest Kari, dziewczyna która tak jak my tańczy lindy hop. W związku z tym byliśmy bardzo chętni, żeby pójść razem potańczyć. I poszliśmy: jak się okazało na dużą imprezę swingową organizowaną w stulecie urodzin nieżyjącego już Frankiego Manninga, legendarnego tancerza, który w latach 80. razem z kilkoma innymi osobami zapoczątkował 'drugą erę swingu'. Na imprezie obecny był syn Frankiego i wielu świetnych tancerzy. 

[Z dedykacją dla Swing'n'Sway :) ]